28 maja 2026
Czwartkowa Kobra, czy questy?
Czwartkowy program rozpoczął się porankiem w Namiocie Młodych na deptaku. Królowała w nim Ania z Zielonego Wzgórza. Widzowie przyglądali się fragmentom sztuki o rezolutnej dziewczynce z Wyspy Księcia Edwarda w wykonaniu aktorów z młodzieżowych zespołów teatralnych. Świetne kostiumy bohaterów dodały blasku spektaklowi. Dodatkowo, dzieci wykonywały podczas warsztatów kukiełki, podobizny Ani. Były też quizy, zabawy, zajęcia wokół tej niezmiennie popularnej postaci młodych czytelników.
Natomiast poranny seans w kinie Norwid był propozycją dla uczniów szkół ponadpodstawowych, a także dla dorosłego odbiorcy. Larp, miłość, trolle i inne questy, to zabawny film Kordiana Kądzieli o poszukiwaniu tożsamości młodych ludzi, którzy pasjonują się grami komputerowymi, cosplayem, odgrywaniem ról i wcielaniem się w postacie bohaterów. To także film o relacjach rodzinnych. Warto podkreślić znakomitą rolę ojca głównego bohatera, w którą wcielił się Andrzej Konopka, nominowany nota bene za tę rolę do nagrody im. Macieja Kozłowskiego (kreacja drugoplanowa).
Tego samego dnia kinomani obejrzeli Wpatrując się w słońce, ostatni obraz w cyklu filmów niemieckich na tegorocznym Festiwalu, zdobywcę Europejskiej Nagrody Filmowej, Nagrody Jury (Prix du Jury) dla reżyserki Maschy Schilinski na festiwalu w Cannes, niemieckiego kandydata do Oscara w kategorii Najlepszy Film Międzynarodowy.
Starszemu pokoleniu czwartek kojarzy się z niezwykle popularnym Teatrem Sensacji „Kobra”, emitowanym w TVP w latach 1956-1993. A tymczasem na trwającym Festiwalu wyemitowano sensacyjny film, który był kinowym zwieńczeniem imprez w kinie Norwid, pokazanym w nurcie Kozzi Gangsta Film. Kino akcji. Wyświetlono Zamach na papieża, obraz Władysława Pasikowskiego z 2025 roku. A jak Pasikowski, to także Iwona Katarzyna Pawlak, która wystąpiła w tym filmie, podobnie jak w kilku innych produkcjach tego reżysera. Aktorka uświetniła wieczorny seans swoją obecnością, rozmawiając z dr Iwoną Peryt-Gierasimczuk, na temat filmu z 1986 roku, słynnej ekranizacji powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Panie rozmawiały także o pierwowzorze literackim, o pierwszym nakręconym w 1939 roku filmie z Elżbietą Barszczewską w roli Justyny Orzelskiej i zawikłanych losach tej produkcji. Do premiery filmu nie doszło przez wybuch II wojny światowej, a Polska znalazła się pod okupacją niemiecką; podobno gdzieś zachowała się unikatowa kopia filmu, niestety, dotąd nieodnaleziona. Wartością dodaną przedwojennego Nad Niemnem jest fakt, że scenariusz napisał Jarosław Iwaszkiewicz, a kostiumy zaprojektował sam Jan Marcin Szancer. Opowiadała o tym Iwona Katarzyna Pawlak. W rozmowie przytaczała wiele anegdot z planu. Mówiła o pierwotnym tytule, który miał brzmieć Wielka rzeka (w reżimie komunistycznym nie mogło być wzmianki o tym, że tereny należące do Białoruskiej Republiki Radzieckiej to była wcześniej Polska, o zdjęciach próbnych do roli (w 1986 roku nie odbywały się castingi). Tajemnicą było, kto startował do poszczególnych ról. Aktorka opowiadała też o znakomitej wyprawie na Białoruś z ekipą filmową i wspomniała prace historyka Roberta Pawłowskiego, który napisał na temat śladów głównych bohaterów kilka książek. Z widowni padł głos o ojcu Andrzeja Poczobuta, który jest pasjonatem powieści Nad Niemnem, oprowadzał polskie grupy po miejscach związanych z powieścią i pisał książki na ten temat. Artystka mówiła o spotkaniach z mieszkającymi na Białorusi Polakami, o ich patriotycznym nastawieniu.
Katarzyna Pawlak opowiadała także o swojej karierze m.in. na antypodach, poznaniu Roberta Mitchuma przy okazji kręcenia jednego z filmów, o roli Katarzyny Wielkiej w spektaklu Jerzego Jarockiego Miłość na Krymie. Rosyjska caryca fascynowała aktorkę do tego stopnia, że dotarła do wszystkich lektur dotyczących jej biografii. Napisała również monodram o Katarzynie Wielkiej, który zostanie z pewnością wystawiony. Na pytanie o inne zawody wykonywane przez panią Katarzynę stwierdziła, że jej późniejsze obowiązki zawodowe były tylko koniecznymi przerywnikami, a najchętniej realizuje się w aktorstwie. Nie ma marzeń związanych z prowadzeniem teatru czy reżyserowaniem. Podkreśliła, że m.in. dzięki jej staraniom podjęto decyzję o rekonstrukcji cyfrowej filmu fabularnego Nad Niemnem, w reżyserii Kuźmińskiego. Premiera odnowionej wersji odbyła się w styczniu 2026, a festiwalowy pokaz zielonogórski był trzecim w kraju. Po rekonstrukcji nabrał blasku, kolory wydają się być świeże i naturalne, dźwięk również jest bardziej czysty, słychać niuanse intonacyjne. Widzowie mieli okazję przekonać się o walorach tej poprawionej wersji, gdyż po spotkaniu z aktorką odbył się pokaz filmu. Nieomal równocześnie, w kinie Newa odbyły się dwie projekcje. Pokazano film Pismak Jerzego Wojciecha Hasa z 1985 roku. Obraz ten był w czasach peerelowskich tzw. półkownikiem; zatrzymany przez cenzurę posiadał zakaz emisji i dystrybucji. W czwartkowym pokazie udział wzięło artystyczne małżeństwo – Małgorzata Pritulak, aktorka (grająca m.in. w ostatnich produkcjach Krzysztofa Zanussiego) i jej mąż, aktor i reżyser Zdzisław Wardejn. Po projekcji Iwona Kusiak poprowadziła rozmowę z o Katarzynie Wielkiej, który zostanie z pewnością wystawiony. Na pytanie o inne zawody wykonywane przez panią Katarzynę stwierdziła, że jej późniejsze obowiązki zawodowe były tylko koniecznymi przerywnikami, a najchętniej realizuje się w aktorstwie. Nie ma marzeń związanych z prowadzeniem teatru czy reżyserowaniem. Podkreśliła, że m.in. dzięki jej staraniom podjęto decyzję o rekonstrukcji cyfrowej filmu fabularnego Nad Niemnem, w reżyserii Kuźmińskiego. Premiera odnowionej wersji odbyła się w styczniu 2026, a festiwalowy pokaz zielonogórski był trzecim w kraju. Po rekonstrukcji nabrał blasku, kolory wydają się być świeże i naturalne, dźwięk również jest bardziej czysty, słychać niuanse intonacyjne. Widzowie mieli okazję przekonać się o walorach tej poprawionej wersji, gdyż po spotkaniu z aktorką odbył się pokaz filmu.
Nieomal równocześnie, w kinie Newa odbyły się dwie projekcje. Pokazano film Pismak Jerzego Wojciecha Hasa z 1985 roku. Obraz ten był w czasach peerelowskich tzw. półkownikiem; zatrzymany przez cenzurę posiadał zakaz emisji i dystrybucji. W czwartkowym pokazie udział wzięło artystyczne małżeństwo – Małgorzata Pritulak, aktorka (grająca m.in. w ostatnich produkcjach Krzysztofa Zanussiego) i jej mąż, aktor i reżyser Zdzisław Wardejn. Po projekcji Iwona Kusiak poprowadziła rozmowę z aktorem, który obsadzony był w filmie Hasa. Po początkowym zacięciu, aktor opowiadał zarówno o filmie, jak i o pracy na planie, reżyserze, ale też trudnych dla artysty i sztuki czasach. Wardejn zadziwił się wydźwiękiem filozoficznym obrazu, jego specyficznym niespiesznym rytmem i odbieganiem od współczesnych standardów montażu, gdzie musi być zawrotne tempo i szybkie zmiany. Zauważył, że film zawiera wiele podtekstów, z których podczas kręcenia nie zdawał sobie sprawy. Podobno reżyser nie informował aktorów, jaki jest jego cel, była to swoista prowokacja Hasa wobec władz i czasów. Po latach, kiedy film można wyświetlać bez przeszkód, widać wyraźną walkę Hasa z ówczesnym ustrojem. Aktor był poruszony wymową, wydźwiękiem filmu. Wspominał kontakty z niegdysiejszą milicją obywatelską, strach przed „zapuszkowaniem”. Występował w charakterze zatrzymanego i po sposobie zwrotów mniej lub bardziej grzecznościowych skierowanych do niego mógł rozpoznać, czy grozi mu zamknięcie. Ta – na pozór – błaha różnica między: „proszę usiąść” a „ siadajcie!” dowodzi, że dziś film jest bardziej aluzyjny niż kiedyś. Posiada siłę poetycką, zawiera wiele metafor. Mówi o pisarzu, który chciał zachować postawę humanizmu, był gotów zmieniać świat, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy – walka w ówczesnych warunkach wydawała się być donkiszoterią. Na pytanie kino czy teatr – aktor odpowiedział, że w czasach sztucznej inteligencji teatr posiada swoją siłę, prawdę niemożliwą do zastąpienia, jak to bywa w filmie. Nawiązał do greckiej tragedii – odgrywający rolę bogów kapłani cierpieli, a widzowie mieli poczucie, że ich problemy nie różnią się od tych boskich. Tak jest i dziś. Teatr ma sens, przychodzimy i widzimy, że nie jesteśmy sami ze swoimi tragediami, bólem, przeżyciami. Na pytanie o ulubioną rolę aktor odpowiedział, że było ich tak wiele w zawodowym życiorysie, że nie jest w stanie wyłowić tej najlepszej. Wspominał pracę w zielonogórskim teatrze za dyrektorowania Marka Okopińskiego, gdzie dużo grał, wyjeżdżał ze spektaklami do okolicznych miejscowości. Przypomniał szczegóły i cytował fragmenty Ifigenii w Taurydzie Eurypidesa, opowiadał o epizodzie z widzem, który w trakcie spektaklu klaskał po wypowiedzeniu mocnej w przekazie kwestii wypowiedzianej przez niego (grał dyskobola, a Halina Winiarska – Ifigenię) oraz jaki był finał tego zdarzenia po spektaklu. Czas w Teatrze Lubuskim zapamiętał dobrze, spektakle otrzymywały nagrody na przeglądach (m.in. we Wrocławiu), o czym publikowano w prasie i w rezultacie teatry w większych miastach zabiegały o tutejszych aktorów, reżyserów. Wyjechał Wardejn, Okopiński i inni.
Funkcja reżysera nie jest ulubionym zajęciem Wardejna. Przez 10 lat wykładał po francusku w holenderskim Maastricht, tworzył różne koncepcje zadań dla podopiecznych, chociaż sam nie był gotów ich realizować. Wielu z jego ówczesnych studentów zrobiło potem kariery aktorskie.
Wardejn opowiadał o szkole teatralnej, swoim wybuchowym temperamencie, problemach zdrowotnych (gruźlicy), pobytach w sanatorium, zaznawanym niedostatku. Szczęśliwie, zjednał sobie przychylność wybitnej aktorki Stanisławy Perzanowskiej, wykładowczyni w Warszawskiej Szkole Teatralnej i dzięki temu mógł po długej nieobecności na zajęciach spowodowanej chorobą, zaliczyć kolejny rok. Dzięki Perzanowskiej uwierzył w to, co robi, to dało mu siłę i pozwalało oddawać prawdę na scenie. Na roku studiował m.in. z Bohdanem Łazuką i Kociniakami – Janem i Marianem.
Podsumowując wynurzenia, stwierdził, że teatr jest dla niego ważniejszy ze względów artystycznych, natomiast film to martwa sztuka i służy do zaspokajania potrzeb materialnych. Rozmowa była ważnym elementem jubileuszowej edycji festiwalu. Zdzisław Wardejn pojawiał się kilkukrotnie na KFF, jako bohater filmowy, czy też aktor spektaklu teatralnego.
Finalnie w kinie Newa odbyła się projekcja filmu Wszystko, o co gram w reżyserii Agaty Schultz, po której przeprowadzono panel. Dyskutowali twórcy filmu, wypowiadał się Maciej Gudra – prezes Stowarzyszenia Reprezentacja Polski Bezdomnych oraz Marszałek Województwa Lubuskiego –Sebastian Ciemnoczołowski.
Spotkanie moderował dr Przemysław Bartkowiak, zastępca dyrektora Biblioteki Norwida.
Małgorzata Grelak





